Reżyseria filmowa długo pozostawała jedynie męskim światem. Jeszcze dłużej kobiety reżyserki czekały na uznanie w oczach jury wielkich nagród filmowych, Oskara czy Złotej Palmy w Cannes. A przecież kobiety stawały za kamerą od początku istnienia filmu.

Zdjęcie kadru z filmu w reżyserii Jane Campion

Alice Guy-Blaché debiutowała już w 1896 roku. Jej pierwszy tytuł "La Fée aux Choux" był zarazem pierwszym na świecie filmem posiadającym fabułę. 30 lat później, jej rodaczka Germain Dulac, stworzyła prawdopodobnie pierwszy w historii kina kobiecy manifest "Uśmiechnięta pani Beudet". Inną femme fatale obiektywu szybko stała się przedstawicielka francuskiej Nowej Fali - Agnes Varda.
Od lat 90 dwudziestego wieku coraz więcej kobiet realizuje swoje filmowe wizje i coraz częściej ich twórczość jest dostrzegana przez jury konkursów i festiwali, ale przede wszystkim jest doceniana przez widzów.
Jane Campion to pierwsza reżyserka uhonorowana Złotą Palmą i nominowana do Oscara w 1993 za film "Fortepian". Ten film to opowieść o niemej kobiecie porozumiewającej się ze światem za pomocą dźwięków była zaskakująca, pełna nowych dla kina emocji i obrazów. Kathryn Bigelow jako pierwsza kobieta zdobyła Oskara za reżyserię „The Hurt Locker. W pułapce wojny" w 2010 roku. Akcja filmu dzieje się w Iraku i opowiada o dokonaniach elitarnej jednostki saperów.
Wśród innych znanych nazwisk kobiecych w światowym kinie warto także wymienić Sofię Coppolę, Susanne Bier, Lynn Shelton, czy Lynne Ramsay.

Bez wątpienia najwybitniejszą polską reżyserką jest Agnieszka Holland. Pomimo faktu, że większość swoich filmów nakręciła za granicą, jest silnie związana z rodzimą kulturą. Najwięcej nagród przyniósł jej głośny film z 1990 roku "Europa Europa". W swojej filmografii ma ponad 20 filmów, największe wrażenie robi serialowy dorobek Holland. Artystka pracowała przy najważniejszych serialach ostatnich dekad. Reżyserowała "Prawo ulicy", "Dochodzenie", "Treme", "House of Cards" czy "The Affair", zimnowojenny serial s-f dla Netfliksa „1983 „ i historyczny film o Wielkim Głodzie. „Obywatel Jones”.
Inną polską gwiazdą europejskiego kina jest Małgorzata Szumowska. Od lat niemal każdy jej film prezentowany jest i nagradzany na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Szumowska podejmuje się trudnych tematów, tematów tabu. We "W imię" opowiadała o księdzu-homoseksualiście, w "Sponsoringu" o prostytucji, a w najnowszej "Twarzy" zarysowała karykaturalny obraz polskiego katolicyzmu, mediów i prowincji. Jej najmocniejszym i najlepszym dotąd filmem jest jednak obraz zupełnie inny – "33 sceny z życia", autobiograficzna opowieść o radzeniu, a raczej nieradzeniu sobie ze śmiercią najbliższych, o żałobie, ucieczce i lęku przed stratą.
Kolejną polską reżyserką, o której należy wspomnieć jest Joanna Kos-Krauze. Jej filmowa droga rozpoczęła się wraz ze spotkaniem z Krzysztofem Krauze. Poznali się na planie "Długu", a każdy następny film robili razem. Wspólnie napisali "Mojego Nikifora", a także "Plac Zbawiciela". Ich ostatnim wspólnym projektem było "Ptaki śpiewają w Kigali", opowieść o ludobójstwie w Rwandzie. Jej filmy to zawsze spotkanie z nieznanym, wyprawa do świata wcześniej nieopowiedzianego: rzeczywistości polskich Romów i artysty-samouka, toksycznej rodziny i wojennych traum.
Dorota Kędzierzawska to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiego kina. Nie wpisuje się w żadne nurty, mody ani szkoły. Jej filmy stają w obronie słabych i oddaje głos cichym, opowiadała o ludziach, których polskie kino zazwyczaj przemilcza. W "Jajku" mówiła o dziecięcej samotności, we "Wronach" – o rozpaczliwej potrzebie bliskości, w "Diabłach, diabłach" opowiadała o wykluczeniu, w "Jutro będzie lepiej" – o niespełnionych marzeniach, a w "Pora umierać" o starości.