Z żalem zawiadamiamy o odejściu Pani Ireny Mrówczyńskiej - długoletniego pracownika jaworskiej biblioteki, autorytetu i wychowawcy wielu pokoleń bibliotekarzy, a przy tym człowieka niezwykle skromnego i życzliwego, przyjaciela biblioteki.

 Pani Irenka to osoba szczególnie zasłużona na polu jaworskiej biblioteki publicznej, z którą związała całe swoje zawodowe życie. Bibliotekę traktowała jak drugi dom - kochała ją i poświęcała jej każdą wolną chwilę. Swoimi pasjami i wiedzą dzieliła się chętnie w środowisku, a dla młodych bibliotekarzy była jak matka.
Jej zaangażowanie i osiągnięcia niejednokrotnie uhonorowane zostały licznymi nagrodami i odznaczeniami.

Życie to chwila ,a my wszyscy pragnęlibyśmy ,aby jak w Fauście Goethego trwała wiecznie..

 

PAŃSTWOWE STUDIUM KULTURALNO-OŚWIATOWE I BIBLIOTEKARSKIE WE WROCŁAWIU

WYDZIAŁ KSZTAŁCENIA ZAOCZNEGO

FILIA W LEGNICY

PRACA DYPLOMOWA

WSPOMNIENIA BIBLOTEKARSKIE Z PIERWSZYCH LAT PRACY
W MIEJSKIEJ BIBLIOTECE PUBLICZNEJ W JAWORZE

IRENA MRÓWCZYŃSKA

PISANO POD KIERUNKIEM
Dr ZOFII SZYMANDERY

 

LEGNICA 1978

(...)

MOJE PIERWSZE SPOTKANIE Z BIBLIOTEKĄ JAWORSKĄ

Lata wojenne spędziłam, tak jak wielu Polaków, w Związku Radzieckim. Tam zdobyłam wiedzę, lecz niestety, nie w języku ojczystym a w języku rosyjskim.

Poznałam dość dobrze literaturę rosyjska i radziecką, a nawet innych krajów, lecz o własnym kraju nic nie wiedziałam. Jako bardzo młoda uczennica 4 klasy szkoły podstawowej zaczytywałam się „Cichym Donem” Szołochowa, „Anną Kareniną” Tołstoja, „Martwymi duszami” Gogola. Turgieniew, Puszkin i Lermontow byli mi bardzo bliscy. Poznałam kilka książek z literatury obcej tłumaczonych na język rosyjski. Ale wiele rzeczy z tego jeszcze nie rozumiałam. Byłam bardzo rada, że mogę czytać i że miałam dostęp do książek. Natomiast literatury polskiej zupełnie nie znałam, może tylko bajki ze wspomnień, które były opowiadane przez starsze koleżanki. Sześcioletni pobyt w Rosji znacznie wpłynął na moje kwalifikacje, tam ukończyłam 9 klas szkoły średniej, ale znajomość języka polskiego zmalała do zera.

Wróciłam do Polski w końcu 1946 roku jako repatriantka ze Związku Radzieckiego. Spotkanie moje z rodziną spowodowało wyjazd z Chełmna na Ziemie Zachodnie i nasz przyjazd do Jawora.

I tu zaczyna się moje prawdziwe życie już dorosłej osoby.

Pierwsze kroki musiałam skierować do pracy, ponieważ matka została z pięciorgiem dzieci sama, ja jako najstarsza musiałam jej pomóc w wychowywaniu i wykarmieniu rodzeństwa.

Próbowałam różnych zawodów. Nie znając dobrze języka polskiego było mi bardzo trudno w pracy i wśród ludzi. Postanowiłam wrócić jednak do nauki. I już w 1947 roku zapisałam się do Średniej Szkoły Zawodowej dla pracujących w Jaworze, w której kontynuowałam naukę w języku polskim. Tam poznałam wspaniałych nauczycieli, którzy starali się mi pomóc. Ze wzruszeniem wspominam swoją polonistkę panią Bogumiłę Serafin, która włożyła sporo trudu aby nauczyć mnie mowy ojczystej. Nauka dla mnie była dość trudna, zwłaszcza gdy chodziło o poprawną wymowę i akcent. Wymagało to korzystania z polskich książek i podręczników, których było bardzo trudno dostać. A z polecenia polonistki musiałam zaznajomić się z literaturą polską. To właśnie skierowało mnie na drogę poszukiwań książek do biblioteki.

Moje pierwsze spotkanie z biblioteką wprowadziło mnie w zakłopotanie, nie byłam oczytana i bardzo się tego wstydziłam. Moje braki w tym kierunku były ogromne, ale dopiero w bibliotece mogłam pogłębić swoje wiadomości z zakresu literatury polskiej i języka polskiego.

Takich jak ja było wtedy wielu. Poniewierka wojenna dała przykry rezultat w wychowaniu i nauczaniu młodego pokolenia, a znajomość polszczyzny była też dość słaba wśród starszych.

Wtedy na swojej drodze życiowej spotkałam wspaniałego człowieka, młodą wówczas kierowniczkę Biblioteki Powiatowej, opiekunkę ludzi młodych, harcerkę, patriotkę, której los młodych dziewcząt bardzo interesował. Wśród nich i ja zostałam objęta tą opieką.

Była to osoba bardzo pracowita i towarzyska. Pani Halinie Brede mogę zawdzięczać swój wybrany i do dziś wykonywany zawód bibliotekarki. To ona potrafiła zrobić ze mnie wartościowego obywatela, dobrą żonę i matkę. Jej wpływ na moje postępowanie tego dokonał. Potrafiła mnie tak zainteresować literaturą, a książką w rękach ludzi szczególnie, że do dzisiaj jestem wierna temu zawodowi, gdybym miała zaczynać pracę od początku nie porzuciłabym tego zawodu.

Do biblioteki chodziłam przez kilka miesięcy codziennie, ten czas nie był na darmo stracony. Tak dla mnie jak i dla biblioteki starałam się coś zrobić z korzyścią. Byłam cichym przyjacielem książki i biblioteki. Bardzo często pomagałam paniom w nudnej pracy przy oprawie książek w szary papier i doszłam do takiej wprawy, że mogłam to robić mechanicznie. Tam też poznałam czytelników, ich zainteresowania. Dużo obserwowałam kto, co i ile czyta. Z biegiem czasu serdecznie zaprzyjaźniłam się z wieloma czytelnikami. Stopniowo poznawałam księgozbiór, najwięcej przeglądałam książki przy rozkładaniu ich na półki. Próbowałam dyskutować z czytelnikami nad przeczytanymi książkami, które zwracali do biblioteki. Przy większej liczbie czytelników mogłam już pomóc przy zapisywaniu wypożyczonych książek na kartę czytelnika. To była bardzo żmudna praca i wymagała dokładności.

Ten okres był dla mnie wspaniałą praktyką biblioteczną, nie z przymusu ale z zamiłowania starałam się być użyteczna. Po wzajemnym poznaniu się przy pracy i nauce, pani kierowniczka widząc moje dobre chęci społecznego zaangażowania w bibliotece zaproponowała mi pracę w bibliotece. Bardzo się ucieszyłam, że nareszcie będę mogła poznać wszystkie książki i nic mnie nie powstrzyma od czytania. Lecz bardzo się myliłam, myśląc, że zdołam od razu przeczytać wszystkie książki. Starałam się czytając jak najwięcej książek autorów polskich, poznać twórczość Mickiewicza, Sienkiewicza, Orzeszkowej, Kraszewskiego, Prusa i wielu innych. W wyborze pomagała mi pani Halinka, kierowała moim zainteresowaniem. Zawsze mówiła: „Teraz macie możliwość czytać po polsku i polskich pisarzy”.

Zostałam przyjęta do pracy przez Urząd Miejski w dniu 1 kwietnia 1949 roku, z wynagrodzeniem miesięcznym trzy tysiące złotych. Okazało się później, że to też dzięki pani Halince – tak nazywałyśmy naszą kierowniczkę. Ona to postanowiła zrezygnować z dodatku za prowadzenie Biblioteki (Miejskiej) na moją korzyść. Pani kierowniczka mogła teraz więcej czasu poświęcić na wyjazdy w teren.

Praca moja polegała na wypożyczaniu książek dla mieszkańców miasta Jawora oraz wydawaniu książek punktom bibliotecznym na wieś, składaniu miesięcznych sprawozdań dotyczących rozwoju czytelnictwa w mieście, poznawaniu potrzeb czytelniczych, udzielaniu porad nowym czytelnikom oraz prowadzeniu prac technicznych związanych z wypożyczeniem książek. Prowadziłam również statystykę dzienną w dzienniku zajęć.

Biblioteka Miejska należała do Urzędu Miejskiego, stąd otrzymywałam pewne sumy na zakup księgozbioru i na pobory, byłam ich pracownikiem. We wszystkich sprawach technicznych byłam podległa kierowniczce Biblioteki Powiatowej.

W krótkim czasie wysłano mnie na kurs 11-dniowy do Legnicy. Na kurskie bibliotekarskim wykładała moja kierowniczka, która miała przygotowanie z Jarocina, z kursu dla kierowników. Odpowiedzialną kierowniczką kursu była ówczesna kierowniczka Powiatowej Biblioteki w Legnicy, pani Murzowa. Na zajęcia uczęszczało wielu pracowników z miejskich bibliotek oraz kandydatów na pracowników w gminnych bibliotekach. Kursanci byli w różnym wieku, przeważała jednak młodzież. Wykładowcami byli nauczyciele starszego pokolenia, przeważnie Ci co prowadzili biblioteki szkolne w okresie przedwojennym i opierali się na zasadach swoich doświadczeń. Zakwaterowano nas w szkole. Warunki były trudne, nauka odbywała się w godzinach popołudniowych bo do południa odbywało się praktyki w bibliotekach szkolnych. Kurs był bardzo pracowity, mieliśmy po 10 godzin wykładów dziennie. Zajęć wiec nie brakowało, ale to nie odbierało nam zapału do pracy i nauki a także i wesołej atmosfery wśród kursantów. Kurs ukończyłam z wynikiem bardzo dobrym, co sprawiło mi wielką satysfakcję a radość mojej kierowniczce pani Halinie.

Po utrwaleniu pewnych wiadomości z zakresu bibliotekarstwa z większym zapałem przystąpiłam do pracy w swojej bibliotece. I wtedy dostałam angaż na kierownika Miejskiej Biblioteki w Jaworze. Znajomość środowiska pomogła mi w mojej pracy z coraz to większą liczbą czytelników. Poznałam więcej ludzi znających dobrze literaturę polską jeszcze z przed wojny, pomagali mi w pracy. Uczyłam się wciąż w szkole więc nie mogłam poświęcić tyle czasu czytelnikowi ile on wymagał, robili to inni czytelnicy.

Prowadzili dyskusje nad najnowszą książką, zalecali słabszym czytelnikom książki na ich poziom i wiedzę, szerzyli czytelnictwo wśród znajomych i przyprowadzali do biblioteki.

Uczyłam się od starszych czytelników pewnych poglądów na życie. Czytelnicy moi, tak ich nazywałam, znali mnie dobrze, pomagali w nawiązywaniu stosunków międzyludzkich. (...)